Przejdź do nagłówka Przejdź do zawartości Przejdź do stopki Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do strony logowania Przejdź do strony kontaktowej

MIĘDZY NAMI: "Wiedzieliśmy, że nie uda nam się osiągnąć wszystkiego". Prof. Zoll o odrodzeniu polskiej praworządności

09.02.2026

Rok 1989 nauczył Polaków budowania silnego państwa prawa. Ci, którzy wówczas demontowali system pozorów, dobrze wiedzieli, że największym zagrożeniem nie jest otwarta przemoc władzy, lecz przyzwyczajenie do jej nadużyć. Jedną z osób, które wyniosły tę lekcję z doświadczenia PRL-u, był prof. Andrzej Zoll. Jego relacja z przeszłości nie brzmi jednak jak zapis sukcesu transformacji, lecz ostrzeżenie przed jej cofnięciem.

Jakby to napisał Sienkiewicz, rok 1989 to był dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski - tym razem klęski w znaczeniu upadku demokracji ludowej (de facto dyktatury partii komunistycznej). W ciągu niespełna roku kraj odszedł od monopolu jednej partii na rzecz pluralizmu, który pozwolił na rozwój ruchów społecznych i nowych ugrupowań politycznych. Ważną rolę w tej swoistej transformacji odegrał prof. Andrzej Zoll, wybitny prawnik, były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, prezes Trybunału Konstytucyjnego, rzecznik praw obywatelskich i wciąż aktualny wykładowca WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej.

Do 1989 roku miałam już spore doświadczenie. O praworządności w tamtym okresie trudno mówić. Poruszyłbym tu raczej zagadnienie władzy autorytarnej. W Konstytucji (art. 15) wyraźnie zaznaczono, że naczelna władza w państwie należy do Sejmu, który był uprawniony do nadzoru do wszystkimi innymi władzami. Mieliśmy zatem jednolitą władzę państwową, co jest charakterystyczne dla wszystkich państw komunistycznych – wspomina prof. Andrzej Zoll.

W praktyce oznaczało to jedno: nie istniał żaden realny mechanizm, który mógłby zatrzymać władzę. Wszystko skupiało się w jednym ośrodku decyzyjnym, a inne instytucje pełniły rolę wykonawców. Polacy zostali złapani w polityczną pułapkę, z której wydawało się, że nikt nie może ich wyciągnąć. Konstrukcja władzy nie była bowiem wyłącznie zapisem w konstytucji. Przekładała się na codzienne doświadczenie obywateli. Prawo natomiast przestało pełnić rolę tarczy, stając się zasłoną, za którą zawsze czaiła się decyzja polityczna.

Ta konstytucja była swego rodzaju deklaracją polityczną. Trudno tu bowiem mówić o niej jako o najwyższym źródle praworządności, bo nie stała w obronie praw człowieka. To organ partyjny decydował o kierunku polityki i stosunku do obywateli - dodaje Profesor.

Gdy prawo przestało legitymizować władzę rodziła się zmiana

Prof. Andrzej Zoll nie był wyłącznie obserwatorem schyłku systemu. Brał udział w jego demontażu. Gdy w końcówce lat 80. stawało się jasne, że dotychczasowego porządku nie da się już utrzymać, zaangażował się w prace "Solidarności", współtworząc zaplecze prawne dla nadchodzącej zmiany.

W tym okresie mieliśmy nadzieję, że uda się dokonać istotnych poprawek ustrojowych. Przygotowywaliśmy nowelizację systemu karnego, powstało Centrum Obywatelskich Inicjatyw Ustawodawczych Solidarności, do którego co jakiś czas przyjeżdżały grupy prawników z całej Polski, pracując nad ustawami.

Jako ekspert prawny prof. Zoll uczestniczył w rozmowach Okrągłego Stołu, gdzie negocjowano nie tylko podział władzy, ale i zasady nowego państwa. Kilka miesięcy później znalazł się w samym centrum jednego z najdelikatniejszych momentów transformacji - przy organizacji wyborów kontraktowych, jako zastępca przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej. W tym samym roku został także wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, instytucji, która miała stać się strażnikiem zasad.

Zmiany zaczęły się od rozmów Okrągłego Stołu. Wiedzieliśmy, że nie uda nam się osiągnąć wszystkiego. Wprowadzono jednak zasadę podziału władz. Osiągnęliśmy niezawisłość sędziów i sądownictwa, co stanowi podstawową zasadę demokracji – zaznacza Profesor.

Ostatecznie 4 czerwca 1989 roku Polacy po raz pierwszy od dziesięcioleci poszli do urn, mając realny – choć jeszcze ograniczony – wybór. W wyborach kontraktowych zdecydowane zwycięstwo odniosła "Solidarność", co uruchomiło proces pokojowego przekazania władzy i faktycznego demontażu systemu komunistycznego. Nie była to rewolucja uliczna ani gwałtowne zerwanie, lecz zmiana przeprowadzona na procedurze wystarczająco silnej, by zamknąć epokę monopolu jednej partii.

Demokracja upada powoli. Najpierw kruszeją jej fundamenty

Sukcesy jednak nie są wieczne, a sama idea państwa praworządności wydaje się niezwykle krucha. To właśnie dlatego, patrząc na zmiany w wymiarze sprawiedliwości po 2017 roku, prof. Zoll nie mówi o sporze politycznym, lecz o naruszeniu fundamentu, który z takim trudem budowano po 1989 roku.

Podstawową sprawą jest niezawisłość osób, które mają chronić praworządności. Po pierwsze, chodzi o niezawisłość sędziów, a także ich wyboru. I tu zaczyna się problem. Przed 2017 rokiem sędziowie byli proponowani Prezydentowi przez innych sędziów, co gwarantowało niezawisłość tego organu. Od 2017 roku sędziów wybierają osoby powołane przez Sejm. Mamy do czynienia zatem z silnym czynnikiem politycznym - mówi prof. Zoll.

Jakie wnioski możemy z tego wyciągnąć? Od pokoleń słyszymy, że człowiek powinien uczyć się na błędach, i to najlepiej nie swoich. Prawda jest jednak o wiele bardziej skomplikowana. Dużo stosowniejszym w tym wypadku wydaje się sentencja George Santayana: Ci, którzy nie potrafią pamiętać przeszłości, są skazani na jej powtórzenie. Państwo prawa nie upada w jednym akcie. Najpierw zmienia się język, potem procedury, a na końcu przyzwyczajenia.

×

 

Prof. Andrzej Zoll - profesor nauk prawnych, wybitny specjalista w dziedzinie prawa karnego i konstytucyjnego. Autor licznych publikacji naukowych, komentarzy i monografii, w tym współautor i redaktor trzytomowego Kodeksu karnego. Komentarz. Doktor honoris causa uniwersytetów w Moguncji i Wilnie oraz Akademii Medycznej we Wrocławiu. Brał czynny udział w przemianach ustrojowych po 1989 roku jako ekspert prawny "Solidarności" i uczestnik rozmów Okrągłego Stołu. Pełnił m.in. funkcje: sędziego i prezesa Trybunału Konstytucyjnego, przewodniczącego i wiceprzewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, rzecznika praw obywatelskich oraz przewodniczącego Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów. Laureat Nagrody im. Alexandra von Humboldta za wkład w rozwój prawa karnego i demokracji oraz Nagrody Totus. Członek Polskiej Akademii Umiejętności, Polskiego PEN Clubu oraz Akademii Nauki i Sztuki w Salzburgu.