Przejdź do nagłówka Przejdź do zawartości Przejdź do stopki Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do strony logowania Przejdź do strony kontaktowej

Mistrzyni Polski studiuje w WSPiA! Wioleta Grodzka o sukcesach, porażkach i przełamywaniu własnych barier

15.05.2026

W sporcie wyczynowym wynik jest tylko częścią procesu, który na co dzień pozostaje niewidoczny. Medale i tytuły to efekt decyzji podejmowanych znacznie wcześniej, często wbrew zmęczeniu. Wioleta Grodzka, studentka prawa WSPiA Rzeszowskiej Szkoły Wyższej, zdobyła tytuł mistrzyni Polski w kickboxingu i już przygotowuje się do kolejnych wyzwań. Jak sama przyznaje, sport nauczył ją nie tylko pokory czy dyscypliny, ale przede wszystkim przekuwania trudnych emocji w siłę.

Wioleta Grodzka ma zaledwie 21 lat. Jak większość rówieśników tuż po szkole rozpoczęła studia - ale jest w mniejszości, jeśli chodzi o osiągnięcia zebrane na swoim koncie. Kickboxing pojawił się w jej życiu bardzo wcześnie, bo na pierwszą salę treningową trafiła już jako dziesięciolatka. Z czasem jednak zwykła ciekawość przerodziła się w pasję. Dziś już niesie na barkach tytuł mistrzyni Polski w kickboxingu, i idzie po więcej.

- W tym roku startowałam w Mistrzostwach Polski, na których udało mi się zdobyć tytuł mistrzyni Polski. Stoczyłam cztery walki, z czego trzy wygrałam przed czasem, to też było dla mnie bardzo ważne. Od jakiegoś czasu jestem w kadrze narodowej, a niedawno zdobyłam Międzynarodowy Puchar na Łotwie. Tak, miałam 10 lat, kiedy pierwszy raz poszłam na salę. Mój brat trenował i również był w kadrze narodowej,  to właśnie on zabrał mnie na salkę. Jakoś tak od początku bardzo mi się to spodobało. Po prostu od zawsze czułam, że chciałabym robić coś więcej, coś ponadprzeciętnego. Może nie we wszystkim, ale na pewno w sporcie. Chociaż w nauce też, jak widać, nie szło mi źle – mówi.

Kickboxing kontra powierzchowność. Czy za walką musi stać nienawiść?

I choć Polacy kibicowanie mają we krwi - niezależnie od tego, czy stoimy na stadionie, czy siedzimy przed ekranem - sporty walki często bywają oceniane powierzchownie. Jednym kojarzą się z agresją, innym z brutalną rywalizacją. Wioleta Grodzka patrzy na nie jednak zupełnie inaczej. Dla niej kickboxing to przede wszystkim szkoła charakteru:

- Uważam, że ten sport bardzo uczy pokory, i to na wielu poziomach. Pokazuje, że nawet jeśli człowiek czegoś bardzo pragnie i daje z siebie wszystko, nie zawsze osiągnie dokładnie taki efekt, jakiego oczekiwał. Myślę, że moje ostatnie zawody były tego najlepszym przykładem. Czasami, kiedy chce się czegoś za bardzo, pojawia się zbyt duża presja, a wtedy efekt bywa odwrotny do zamierzonego. Pojawia się złość, smutek czy rozczarowanie. Mimo to uważam, że ten sport daje zdecydowanie więcej dobrego niż trudnych momentów. Negatywne emocje są przecież naturalne wszędzie tam, gdzie człowiekowi naprawdę na czymś zależy i gdzie każdego dnia daje z siebie sto dziesięć procent. Dla mnie jednak trening zawsze był sposobem na poradzenie sobie z tym wszystkim.

Kiedy mam gorszy dzień, idę na salę i właśnie tam zostawiam swoje emocje, zamiast przenosić je na innych ludzi. Zawsze powtarzam, że sala treningowa to mój drugi dom. Wszyscy śmieją się, że ciężko mnie stamtąd wyciągnąć, ale dla mnie to naprawdę najlepsza odskocznia od codzienności. Próbowałam różnych rzeczy, jednak od zawsze najbardziej ciągnęło mnie do sportów kontaktowych. Kickboxing daje coś, czego nie da się porównać z niczym innym - uczy odwagi, konfrontacji i radzenia sobie pod presją. Wiele osób rezygnuje właśnie dlatego, że boją się tej bezpośredniej walki, strachu przed dostaniem ciosu czy zmierzeniem się z drugim człowiekiem twarzą w twarz. A ja właśnie w tym odnalazłam siebie.

Wygląda więc na to, że nie ma co oceniać książki po okładce, zwłaszcza że za niektórymi „bitkami” wcale nie stoi nienawiść. Czasami to prawdziwa przyjaźń.

- W kadrze narodowej, w mojej kategorii wagowej, jest nas dwie. Rywalizujemy o główne miejsce, bo docelowo najważniejszymi startami są Mistrzostwa Europy w Macedonii i Puchar Świata w Uzbekistanie. Tam pojedzie tylko jedna z nas -  ta, która pokaże się najlepiej podczas najbliższych startów. Rywalizujemy o to samo miejsce, ale prywatnie bardzo się lubimy. Do rywalizacji podchodzimy zdrowo. Wychodzimy na matę czy na ring i odcinamy się od tego, co prywatne – przyznaje Wioleta.

Jak przekuwać porażki w sukcesy? Wioleta Grodzka o sporcie inaczej

Dojście do takiego poziomu – zarówno pod względem sportowym, jak i mentalnym – nie jest jednak efektem jednego udanego sezonu. To lata systematycznej pracy, powtarzalnych treningów i wyrzeczeń, które rzadko widać z perspektywy trybun.

×
×
×
×
×

Za każdym wejściem na ring stoi nie tylko przygotowanie fizyczne, ale też umiejętność radzenia sobie z presją, stresem i własnymi oczekiwaniami. W sporcie, w którym o wyniku często decydują sekundy i detale, równie ważna jak technika okazuje się głowa, a w niej zdolność do zachowania koncentracji, opanowania emocji i wyciągania wniosków z porażek:

- Byłam piętnastolatką, kiedy wyprowadziłam się z domu. Od tamtego czasu praktycznie utrzymuję się sama. Miałam za sobą wiele trudnych doświadczeń, ale właśnie one sprawiły, że życie przetestowało mnie na wielu poziomach. I chyba przez to jestem taka zawzięta. Zawsze uważam, że człowiek może wybrać dwie drogi - albo pójść tą już znaną, trudniejszą, destrukcyjną drogą, albo pójść zupełnie w drugą stronę. Ja wybrałam tę drugą. I cieszę się z tego, bo mam wrażenie, że wiele osób niestety wybiera tę pierwszą, co jest zgubne. Robię na przekór. Jeśli ktoś mi mówi: „nie jedź”, „nie rób tego”, „nie dasz rady”, to tym bardziej chcę to zrobić. Oczywiście to nie zawsze jest zdrowe i trzeba znać swoje granice, ale życie nie raz mnie nauczyło, że czasem warto zrobić coś na przekór, jeśli wiesz, że cel może być tego wart. Może to typowe, ale zawsze będę powtarzać, żeby nigdy w siebie nie wątpić i słuchać swojego serca. W człowieku są dwa wilki - dobry i zły. Ten zły będzie w ciebie wątpił, będzie mówił, że się nie uda. A ja zawsze uważałam, że trzeba temu złemu wilkowi pokazać, że ten dobry jednak wygrywa.

To właśnie życiowe doświadczenia dodały jej odwagi, która z czasem przerodziła się w dyscyplinę i chęć sięgania po więcej. W sytuacjach, które dla wielu mogłyby stać się barierą, ona znalazła fundament pod swoją determinację. Zamiast się zatrzymać, nauczyła się iść dalej - krok po kroku, trening po treningu, coraz świadomiej budując nie tylko formę, ale i charakter.

Wielokrotnie słyszałam, że w seniorskim kickboxingu już będzie ciężko mi „namieszać”. A mi udało się pokazać coś zupełnie innego. Był taki moment, że przegrałam walkę w listopadzie. Kiedy usłyszałam potem komentarz jednej osoby, że „nie ma opcji, żeby ona coś namieszała w seniorskim kickboxingu”, to coś we mnie pękło. Co zabawne, miałam nawet napisany opis do posta na instagramie. Napisałam go tak, jakbym już była Mistrzynią Polski. Powiedziałam sobie, że zrobię wszystko, żeby do tego dojść. A kiedy później naprawdę zdobyłam ten tytuł, skopiowałam tylko opis, wkleiłam go pod post i byłam po prostu z siebie najzwyczajniej w świecie dumna. Dlatego zawsze będę mówić, że naprawdę trzeba w siebie wierzyć. Dyscyplina i ciężka praca są ważniejsze niż talent. Ważniejsze niż opinie ludzi, którzy siedzą na kanapie i oceniają, choć sami nie mają nic wspólnego ze sportem – wspomina Wioleta.

Czyli jesteś też przykładem na to, że nie trzeba mieć idealnych warunków, żeby zacząć i zdobywać puchary? – zapytałam. Odpowiedź była krótka:

Dokładnie. Nawet na ostatnich Mistrzostwach Polski byłam trochę takim underdogiem. Wiele osób nie kojarzyło mnie jeszcze z wcześniejszych startów, więc pojechałam tam bez presji i oczekiwań z zewnątrz. Wszystko zmieniło się po zdobyciu tytułu. Teraz, kiedy jadę na kolejne zawody, wszyscy wiedzą już, że jestem Mistrzynią Polski, a wraz z tym pojawiły się też większe oczekiwania i świadomość, że trzeba utrzymać pewien poziom. Paradoksalnie właśnie ten brak presji podczas mistrzostw bardzo mi pomógł. W finale stanęłam naprzeciwko dziewczyny chyba o dwie głowy wyższej ode mnie. Pamiętam, że przed walką pomyślałam: „nie ma opcji”. Ona wszystkie wcześniejsze walki wygrała przed czasem, ja zresztą też. Spotkałyśmy się więc w finale i od początku było wiadomo, że to będzie mocne starcie. Po walce wiele osób patrzyło na mnie z niedowierzaniem — taka mała, a taka zadziora. I właśnie to słyszę o sobie najczęściej. Po zdobyciu Mistrzostwa Polski weszłam na jeszcze wyższe obroty. Trenerzy śmiali się, że za chwilę będą musieli mnie zatrzymywać i, że ciężko mnie wykurzyć z salki. Sama czułam, że momentami przesadzałam, bo przed wyjazdem na Łotwę dopadła mnie choroba. Wszyscy powtarzali, żebym została, że z gorączką nie da się wygrać. Ja jednak pojechałam i mimo choroby wyszłam do walki i wygrałam.

Jak mówi, ciało próbowało ją zatrzymać, ale ona się nie dała. Nieustępliwość to jej drugie imię:

Uważam, że właśnie to zaprowadziło mnie do tych momentów, w których teraz jestem. Oczywiście nie mówię, że jestem na swoich najwyższych szczytach, ale z dumą mogę powiedzieć, że jestem tam gdzie jeszcze rok temu marzyłam, żeby być. W tym roku bardzo chciałabym zawalczyć o Puchar Świata i Mistrzostwa Europy, to są moje dwie docelowo najważniejsze imprezy w tym sezonie.

Mistrzyni Polski w kickboxingu studiuje w WSPiA. Jak łączy treningi z nauką prawa?

Nie będę ukrywać, jest ciężko. Naprawdę ciężko. Zdarza się, że mam nawet jedenaście jednostek treningowych w tygodniu. Czasami mój dzień zaczyna się od treningu o 6:30 rano, później jadę na uczelnię na 9:00, po zajęciach idę do pracy, a wieczorem wracam jeszcze na kolejny trening. Pogodzenie tego wszystkiego bywa bardzo wymagające. Nauka potrzebuje przecież świeżej głowy i odpoczynku, a ja nieraz siadam do książek prosto po treningu, kompletnie zmęczona. W takich momentach wiem, że nie da się robić wszystkiego na sto procent, bo człowiek po prostu ma swoje granice. Mimo to daję radę - wszystko zaliczam i krok po kroku idę dalej. Choć nie ukrywam, że to naprawdę nie są łatwe rzeczy.

W połączeniu tych dwóch rzeczy pomaga jej przede wszystkim bardzo dojrzałe podejście. Między kolejnymi dniami układanymi co do godziny nie ma miejsca na przypadek. W takim rytmie łatwo o zmęczenie i momenty zwątpienia, ale właśnie wtedy decyduje sposób myślenia  - bo utrzymanie równowagi między sportem, nauką i pracą według Wiolety nie polega na tym, żeby zawsze dawać z siebie sto procent, tylko żeby wiedzieć, kiedy odpuścić, a kiedy zacisnąć zęby i zrobić kolejny krok.

Myślę, że przede wszystkim trzyma mnie rutyna i świadomość tego, że mimo wszystko chcę się rozwijać nie tylko sportowo, ale też edukować. Jestem realistką i wiem, że sport potrafi być nieprzewidywalny. Mogę jutro pójść na trening, doznać kontuzji i nagle wszystko się zmieni. Dlatego postawienie wszystkiego wyłącznie na sport zawsze jest pewnym ryzykiem. Z drugiej strony mam też świadomość, że bez ryzyka często nie da się dojść na sam szczyt. Trzeba umieć znaleźć balans między marzeniami, ambicją i zabezpieczeniem swojej przyszłości. I właśnie tego cały czas się uczę.

Autor: Gabriela Biega